psychodynamika.pl

Jesteś na: Strona główna » Materiały szkoleniowe » Przeciwprzeniesienie

Przeciwprzeniesienie

Dr Adam Curyło
 
 

Na początku, chciałbym w przybliżeniu określić cel jaki sobie wyznaczyłem. Podejmując się tego zadania, na pewno nie mam ambicji wygłoszenia czegoś w rodzaju monograficznego wykładu obejmującego całościowo tak wielowymiarowe zjawisko, jakim jest przeciwprzeniesienie.. Nie dokonam , również systematycznego przeglądu , dosyć bogatej jednak literatury, traktującej o przeciwprzeniesieniu. Zainteresowanych odsyłam do pozycji takich autorów jak Kernberg, Winnicot, Segal, Racker , Gitelson, Meninger czy Anna Reich )
Zadanie, które pragnąłbym zrealizować , w jakiejś mierze wspólnie z Państwem , scharakteryzowałbym następująco :

Będzie to próba uchwycenia , zidentyfikowania i nazwania rozbieżności w rozumieniu i myśleniu o nieświadomych procesach intrapsychicznych i interpsychicznych – występujących w obrębie tego obszaru, który zwykło się określać jako relacja terapeutyczna. O procesach, które występując - jednocześnie tworzą tę relację i są nierozerwalnie ze sobą powiązane.
Relację terapeutyczną – czyli – związek emocjonalny dwojga ludzi – z których jeden jest w roli pacjenta a drugi - terapeuty; czyli w relacji od samego początku i z definicji zbudowanej na stosunku emocjonalnej zależności. Procesy te, zjawiska - występujące w psychiczności dwójki uczestników relacji terapeutycznej, tak jak wspomniałem, współtworzą ją na zasadzie niekończących się interakcji. Wyodrębnienie zatem i omawianie zjawiska przeciwprzeniesienia , stwarzające albo mogące stworzyć wrażenie, że jest ono niemalże samodzielnym bytem, jest zabiegiem sztucznym i nie do końca uprawnionym. Ale decydując się na ten krok, idę w ślady wielu badaczy, analityków – i teoretyków, którzy odczuwali potrzebę i sens konceptualizowania i nadawania teoretycznych ram i uzasadnień temu co robią w praktyce , czyli leczeniu.

W jaki sposób chciałbym zmierzyć się z tak sformułowanym zadaniem - wyzwaniem.

I
Na początku spróbuję zdefiniować zjawisko przeciwprzeniesienia. Opierając się, rzecz jasna , na dotychczasowych ustaleniach teoretycznych i na moich własnych doświadczeniach superwizyjnych , zarówno jako superwizowany jak i superwizujący.
II
Następnie przedstawiłbym Państwu kilka własnych refleksji, czy może właściwiej będzie powiedzieć – wyobrażeń o aktualnym stanie percepcji, rozumienia i operacjonalizacji tego pojęcia w naszym szeroko rozumianym, środowisku. Środowisku, które identyfikuje się świadomie z określeniem psychodynamiczność.
III
I na koniec tytułem zaproszenia do dyskusji , wokół prezentowanych przypadków spróbuję zarysować, zaproponować opis- charakteru rozbieżności, które najpełniej rysują się w myśleniu o przeciwprzeniesieniu.

 Być może powtarzają one - wspomniane powyżej rozbieżności - historyczne spory i nieustanny dialog toczący się w teoretycznym obszarze psychoanalizy. Bo w swojej istocie i ciągle należy to powtarzać, że poruszając się w przestrzeni teoretycznej - używamy języka ściśle psychoanalitycznego, być może, niekiedy go nadużywając.
Rozbieżności występujące pomiędzy naszymi środowiskami, które z definicji, różnią się tak jak dzieci wyrosłe w innych domach i wychowywane przez innych rodziców. Używamy tych samych słów, mówimy o tych samych pojęciach i możemy ulec złudzeniu, że się rozumiemy, że myślimy o tym samym. Opis ten, oparty jest na dotychczasowej wymianie myśli, która rozpoczęła się już dosyć dawno a przybrała bardziej zorganizowaną formę w ramach dyskusji, które toczą się na forum naszego Towarzystwa.

Jak można zdefiniować przeciwprzeniesienia ?

Myślę , że najogólniej ( w pierwszym podstawowym ujęciu ) można określić przeciwprzeniesienie jako nieświadomą, skomplikowaną, emocjonalną odpowiedź czy też reakcję terapeuty na wnoszone w obszar kontaktu pragnienia, potrzeby, uczucia, lęki, impulsy, tendencje konflikty, deficyty i tym podobne pacjenta, czyli jego psychiczność. Lub innym słowy w wyniku specyficznego, w pewnym sensie bezpośredniego, kontaktu z pacjentem w warunkach sesji terapeutycznej w terapeucie, a dokładnie rzecz ujmując w jego nieświadomości aktywizowane są odpowiadające konfliktom i deficytom pacjenta jego własne konflikty i deficyty. Ale również zaliczyłbym do tak rozumianego przeciwprzeniesienia, nieświadome wtórne reakcje emocjonalne terapeuty na owe pierwotne odpowiedzi , czyli niejako - jeśli tak w ogóle można powiedzieć - reakcje na przeciwuczucia, przeciwlęki, przeciwimpulsy, przeciwpotrzeby, przeciwtendencje wzbudzane, prowokowane – ewokowane w psychiczności terapeuty. Część nich, odległe echo, tak zwane derywaty, w formie mniej lub bardziej przetworzonej, mogą przejawiać się pod postacią obserwowanych przez terapeutę, czyli świadomie odczuwanych wrażeń , fantazji, myśli, impulsów, lęku, napięcia jak również nie do końca zrozumiałych zachowań. Czyli mieszczą się w tym pojęciu, reakcje emocjonalne terapeuty, na określone, specyficzne treści, wnoszone przez pacjenta, wprowadzane przez niego w relację terapeutyczną, z pozycji zależności. Innymi słowy pacjent przychodząc na pierwsze - spotkanie, ba dzwoniąc, umawiając się na terapię , podejmując decyzję – tworzy nieświadomie, niejasną ale zdefiniowaną jako matryca, przestrzeń- z którą nieuchronnie styka się terapeuta, wchodzi w nią, jest przez nią ogarniany, pochwycony, zanurza się w niej, jest poddany jej aktywnemu , dynamicznemu oddziaływaniu. Czyli, zarysowuję w ten sposób zjawisko, które zwykło się nazywać przeniesieniem. Przestrzeń – która jest matrycą interpretacji, odruchowych , nieświadomych odczytywań, zaznaczeń, często autorytarnych definicji z góry przesądzonych - z góry czyli z przeszłości pacjenta.
Pacjent nieświadomie nakłada na wszystkie zachowania, gesty, słowa, komentarze terapeuty, na sesję, czas sesji, na ciszę , na milczenie na to wszystko nakłada emocjonalną , stabilną lub niestabilną, spójną lub chaotyczną siatkę znaczeń Jaki charakter będzie miała ta sieć ( zależeć to będzie rzecz jasna od poziomu patologii osobowości pacjenta) .
Terapeuta zostaje więc nieuchronnie pochwycony w tę sieć ( otula się nią i jest nią omotany , szarpie się w niej i z nią ) lub jej się przygląda to znaczy albo się z nią identyfikuje i przeżywa siebie i pacjenta i działa w związku z tym zgodnie z niejako narzuconym schematem emocjonalnym. Albo też wychodząc od tej samej nieświadomej identyfikacji, nieświadomie jej zaprzecza i zachowuje się przeciwnie , odwrotnie niż schemat w którym jest zanurzony ( na przykład identyfikuje się z sadystystycznym obiektem pacjenta a zachowuje się nadmiernie opiekuńczo ). Albo ( i tak jest najczęściej ) jego aktywność terapeutyczna jest mozaiką, wypadkową, zachowań:

- częściowo zgodnych z tym nieświadomym schematem
- częściowo zaprzeczonych czyli odwróconych w przeciwieństwo lub ( wypartych , dysocjowanych, tłumionych lub w jeszcze inny sposób przetworzonych reakcji)
Które w końcu odnajdują swój wyraz w świadomych, a zatem potencjalnie bardziej kontrolowanych tak zwanych interwencjach terapeutycznych.

W tym pierwszym ujęciu – jak sami Państwo czujecie – opis przeciwprzeniesienia zbliża się i w pewnym stopniu, tożsamy jest z czymś, co określić można jako nawiązanie kontaktu emocjonalnego. Innymi słowy, bezpośrednie spotkanie dwóch ,, dynamicznych nieświadomości’’ , z których jedna jest ,, z założenia ‘’ mniej zdrowa I takie ujęcie sugeruje , narzuca wręcz, specyficzne myślenie o przeciwprzeniesieniu, jako zjawisku które obejmuje , podstawowe nieświadome kwestie i funkcje tworzenia relacji i nawiązania interakcji. A także jednocześnie wiąże się czymś co nazwać można diagnozą, rozpoznaniem, rozeznaniem, odczuciem , odczytaniem odczuć a następnie nazwaniem z kim mamy do czynienia, jakie problemy, jakie uczucia, jakie impulsy, potrzeby , jakie przesunięcia, zaprzeczenia, jakie lęki i jakie pragnienia i jakie deficyty wreszcie wnosi człowiek który siedzi przed nami i do nas mówi będąc w roli pacjenta. Czyli skrótowo rzecz ujmując, coś co można nazwać pętlą przeniesieniowo- przeciwprzeniesieniową może w jakimś stopniu stanowić podstawę kontaktu i relacji i tworzyć ten kontakt i tą relację.
I taka relacja z wpisanymi w nią treściami przeniesieniowo – przeciwprzeniesieniowymi umożliwia terapeucie wykonywanie swojej pracy , ponieważ na relacji , na związku terapeutycznym przede wszystkim na nim może się oprzeć.

W drugim ujęciu opis przeciwprzeniesienia , bardziej pokrywa się z czymś co można metaforycznie nazwać ,, zachorowaniem ‘’ terapeuty – czyli sytuacją gdy zasygnalizowane procesy emocjonalne ( przeciwprzeniesieniowe ) zdominują , lub zaczynają dominować całą przestrzeń psychiczną terapeuty i pojawiają się wyraźne symptomy czyli objawy ( których świadoma kontrola staje się trudna lub wręcz niemożliwa ). Jaka jest ich charakterystyka - wszyscy Państwo doskonale wiecie. Jest ich niezliczona ilość – dla przykładu wymienię kilka z nich :
• Niejasny silny lęk przed sesją
• Silna złość i irytacja na pacjenta
• Senność, znużenie , zmęczenie podczas sesji;
• Silna ekscytacja czy podniecenie seksualne
• Niewytłumaczalna sympatia lub awersja do pacjenta
• Niechęć do superwizji
• Świadomy stan bezradności ukrywający się i wyrażający się jednocześnie w słynnym pytaniu, padającym na superwizji - co mam dalej robić ?
• Silny opór przy inkasowaniu honorarium za sesję, omijany poprzez na przykład zastępowanie bezpośredniego płacenia przelewami lub płatnościami z góry lub z dołu za cały miesiąc;
• Opór przed wypowiadaniem interpretacji lub odczuwanie dużej satysfakcji z podawania tak zwanych ostrych komentarzy;

Można mnożyć w nieskończoność.

Jakby tego było mało , dodać należy, że tak opisana definicja przeciwprzeniesienia nie jest jeszcze pełna.
Czego nie obejmuje ?
Nie obejmuje bardzo specyficznego , trudnego dla terapeuty zjawiska, rozwijania się w nim samym , i narastania nieświadomego , pierwotnego stosunku emocjonalnego do pacjenta, mającego bardzo podobny jeśli nie identyczny charakter jak opisywana kilka chwil temu sieć znaczeń, matryca interpretacji nakładana nieświadomie przez terapeutę na zachowania i postać pacjenta.
Przygotowując się do tego wystąpienia przeczytałem i zacytuję teraz Państwu zdanie , które na ten temat napisała Hanna Segal.
 "...wszyscy analitycy mają przeniesienie na pacjentów , w tym sensie , że przenosimy aspekty wcześniejszych relacji z obiektem na nowy, znaczący obiekt, a pacjenci są bez wątpienia, ważnymi obiektami w życiu analityka…".

A więc reasumując przeciwprzeniesienia składa się co najmniej z trzech odrębnych ale współistniejących i powiązanych ze sobą dosyć ściśle części :
1. Pierwszą z nich jest reakcja na przeniesienie pacjenta
2. Drugą - uruchomienie i aktywizacja nieświadomej problematyki terapeuty
3. Przeniesienie wewnątrz przeciwprzeniesienia czyli regresywno – zależnościowa relacja terapeuty do swojego pacjenta.

Jak Państwo widzicie, definicja przeciwprzeniesienia rozrosła się do całkiem sporych rozmiarów. Nie można nie uwzględnić w myśleniu o tym zjawisku, przenikających się nakładających się wzajemnie na siebie wzmacniająco lub wygaszająco odczuć, potrzeb , impulsów pragnień i tendencji , które są wtórnie przetwarzane, interpretowane, reinterpretowane i dostają się w pole świadomości terapeuty, jeśli w ogóle to pod ukrytą , zakamuflowaną postacią .
Metaforyczna figura , swoista alegoria, która skojarzyła mi się z tym zjawiskiem jest mitologiczna historia wpuszczenia konia trojańskiego , drewnianej figury, mającej być darem odchodzących i pozornie pokonanych Greków , dla Trojan. Zawierał on w swoim wnętrzu . oddział żołnierzy, którzy w nocy ( czyli pod osłoną nieświadomości )wydostali się i zaatakowali niczego się niespodziewających śpiących lub świętujących zwycięstwo mieszkańców Troi. Tak jak czasem uczucia, pochodne przeciwprzeniesienia, rozsadzają od wewnątrz emocjonalną rolę terapeuty, uśpionego w swojej profesjonalnej czujności.

Przechodząc do następnej części mojego wystąpienia chciałbym podzielić się z Państwem moimi przemyśleniami dotyczącymi zastosowania pojęcia przeciwprzeniesienia i rozumienia tego terminu w mojej praktycznej pracy jako terapeuta a przede wszystkim jako superwizor psychoterapii.
W wielu dyskusjach, spotkaniach grup Balinta, które sam prowadziłem i indywidualnych sesjach superwizyjnych zwracały moją uwagę co najmniej dwa zjawiska. Pierwsze z nich nazwałbym nadużywaniem samego słowa przeciwprzeniesienie. Podobnie z resztą jak innych pojęć i terminów psychoanalitycznych , takich jak przeniesienie, opór, separacja, obrona, projekcja, dewaluacja czy przymiotnik narcystyczny .
Można pomyśleć, że jest to tylko wynikiem uproszczonego i pragmatycznego w swej skrótowości języka, czyli żargonu zawodowego. Każda grupa zawodowa ma swój własny żargon często mało zrozumiały dla kogoś niewtajemniczonego. Ale w moim poczuciu, nie można przeoczyć, pewnej tendencji, którą obserwuję, zarówno u części moich koleżanek i kolegów jak i u siebie, czasem jej ulegając. Skłonność owa, swoisty rodzaj nawyku czy rutyny – polega na zastępowaniu jednym określeniem czy zdaniem , żmudnego często procesu rekonstrukcji skomplikowanych , niejasnych z definicji, emocjonalnych sekwencji takich jak pragnienia i lęku, wstydu i poczucia winy, złości i zazdrości, zawiści, pożądania, żalu i smutku, czułości , troski, wściekłości i poczucia krzywdy. Czyli na przykład jednym słowem przeciwprzeniesieniowe określa się, tu popadając nieco w patos, nieskończenie złożone bogactwo relacji emocjonalnej pomiędzy terapeutą a pacjentem.
Często nasuwa mi się w takich sytuacjach skojarzenie z przysłowiowym wylewaniem dziecka z kąpielą. Chcemy ( jako superwizorzy ) , odlać brudną wodę nadmiernych , wynikających na przykład z lęku i wstydu, pełnych obronnych usztywnień, myśli uczuć i zachowań , terapeuty uwikłanego w pętlę przeniesieniowo-przeciwprzeniesieniową. A określając je zbyt pośpiesznie, kilkoma schematycznymi komentarzami, typu przeciwprzeniesieniowe, czy obronne właśnie, możemy pozbyć się dziecka, czyli spowodować ,że ta część terapeuty, która jest subtelnie objęta emocjonalnym zaangażowaniem w związek z pacjentem , dowiaduje się o sobie że jest przeciwprzeniesieniowa. Czyli w tym ujęciu i przeżyciu , niewłaściwa, negatywna, napiętnowana. Bo takie mam nieodparte wrażenie, że pomimo wielu prób odczarowania i zobaczenia w żabiej naturze przeciwprzeniesienia , że nawiążę do bajkowej metaforyki, pięknego królewicza żywej relacji emocjonalnej, bardzo silnie zakorzeniony jest w naszym środowisku , zrozumiały skądinąd lęk, przed ujawnianiem swoich uczuć w relacji do pacjenta. Lęk ten wynika, być może właśnie z tego utrwalonego przekonania, przesądu wręcz, że przeciwprzeniesienie to wyłącznie moje tak zwane nieprzepracowane problemy, żeby przywołać jeszcze inny często powtarzany schemat.

Innym, równie częstym zjawiskiem, czasem zabawnym, ale potencjalnie niebezpiecznym , jest silna tendencja terapeutów, żeby nie powiedzieć maniera, do utożsamiania przeciwprzeniesienia ze świadomym stanem emocjonalnym terapeuty. Wyraża się ono, na przykład w sformułowaniu, w przeciwprzeniesienia poczułem lęk. Przypomina to sytuację w której pacjent z napadami paniki, nie zdając sobie z tego sprawy, że przeżywa lęk, mówi że jest mu słabo albo , że boli go serce. I jest przekonany , że na tym polega jego problem, że coś niedobrego dzieje się z jego sercem.
Tak jak wcześniej wspomniałem , o takich obserwowanych przez siebie wrażeniach , fantazjach odczuciach, czy nawet głuchych kompletnie niejasnych, stanach emocjonalnych, percypowanych i opisywanych jako uczucie pustki lub braku uczuć , można mówić w kategoriach symptomów , czyli objawów, czyli pochodnych , nieświadomej reakcji i wtórnych reakcji przeciwprzeniesieniowych.
Czyli wracając do języka metaforycznego : mówimy o czubku góry lodowej.
I nawiązując do historyczno – kulturowego schematu, można powiedzieć , że
Titanic – terapeuta, rozbija się czasem o górę lodową, której nawet czubka nie widać nad powierzchnią oceanu – wszystko kryje się w pełnych życia głębinach – inni powiedzieliby w odmętach wody – nieświadomości.

Dlaczego powiedziałem, że opisana przez mnie tendencja, utożsamiania zjawiska przeciwprzeniesienia ze świadomymi wrażeniami i uczuciami jest potencjalnie niebezpieczna?
 Ponieważ wyobrażam sobie taką sytuację, ( jak w tym znanym zapewne Państwu dowcipie, gdy kilka grup badaczy identyfikowało po ciemku słonia, i ci którzy poddali badaniu trąbę, orzekli , że słoń przypomina grubego węża ) sytuację gdy taka skłonność, skrajnego zawężania znaczenia przeciwprzeniesienia i sprowadzania go do dostępnych bezpośredniej obserwacji odczuć, staje się chroniczna i wtórnie niereflektowalna. Dochodzi wtedy do zamiany dyskursu z niewiedzą, z niepewnością, ciągłych pytań i poznawczego dyskomfortu wyrażającego się w zdaniach typu : nie wiem, nie rozumiem, nie jestem pewien, to nie jest jasne … zamiany na znany być może wszystkim Państwu dialog , a właściwie karykaturę dialogu, w którym my wszystko wiemy , mamy koncepcję i szereg tak zwanych interpretacji tylko pacjent nie chce ich przyjąć, nie chce się leczyć, oporuje, jest uparty, albo złośliwy, albo narcystyczny, albo głęboko osobowościowy i sadystyczny, albo borderline wreszcie i ma negatywną reakcję terapeutyczną i się nie zmieni. Czyli mamy do czynienia z takim sposobem uprawiania terapii i myśleniem , które w swej istocie jest oparte o świadomościowe to znaczy poznawcze i humanistyczne rozstrzygnięcia. To znaczy, że terapeuta , nie do końca świadomie, staje na stanowisku, jest tak jak ja czuję i myślę.
Zawsze gdy słyszę podobnie brzmiące komentarze myślę ,że paradoksalnie zaprzeczanie przeciwprzeniesieniowego podłoża takich reakcji ujawniać może właśnie pełną dramatyzmu realizację nieświadomych konfliktów terapeuty. Taki w cudzysłowie zły pacjent ze swej strony prowokuje i dokonuje powtórzenia traumy, którejś z niezliczonych form porzucenia (przez postać rodzicielską zogniskowaną w terapeucie) . A terapeuta - w swoim ukrytym gniewie, żalu i złości, podobnie jak pacjent powtarzać może podobną traumę – tak jakby ,, każąc ‘’ pacjentowi pełnić rolę frustrującego,
,, niedobrego ‘’ rodzica – który pozbawia terapeutę czegoś ważnego ( w tym wypadku sukcesu terapeutycznego ).

 Na koniec jeszcze kilka słów o jeszcze innym zastosowaniu , zaproponowanego przez mnie powyżej sposobu rozumienia zjawiska przeciwprzeniesienia .
Opisałbym to na przykładzie technicznej formy prezentacji przypadku. Terapeuta przystępując do spisania swojej relacji w takiej formie, decyduje się zgadza się świadomie, na wejście w sytuację częściowej regresji ( zawsze budzącej lęk ) i zależności emocjonalnej - od grupy , która go słucha.
Wybór pacjenta, formy opisu, treści , przykładów z sesji, z definicji wybiórczy i autorski – podlega szeregowi nieświadomych nacisków
( np. pragnień zdobycia uznania i obaw przed realizacją takiego pragnienia, lub nieświadomych pragnień bycia ukaranym na przykład w wyniku wzbudzenia w terapeucie nieświadomego poczucia winy za agresywne lub seksualne impulsy ).
 Terapeuta prezentując pacjenta i przebieg terapii, zawsze i przede wszystkim odsłania siebie - czyli innymi słowy ujawnia przed słuchająca i emocjonalnie reagującą grupą, aktualny ale jak gdyby zatrzymany w czasie w formie zapisu stan relacji przeniesieniowo – przeciwprzeniesieniowej . Grupą , która żywo reaguje , rezonuje świadomie i nieświadomie i jest zdolna wychwycić wiele ukrytych niuansów i aspektów tej relacji.
Mówić skrótowo - terapeuta odsłania swoją przeciwprzeniesieniową reakcję, z pacjentem , wchodząc jednocześnie w przeniesieniową relację zależności w stosunku do grupy. ( podobne zjawiska mają miejsce w relacji superwizyjnej i w grupie Balinta )
Dzieje się wtedy tak, jak gdyby, pacjent którego terapeuta metaforycznie nosi w swojej przestrzeni psychicznej, był przywoływany wraz ze swoimi konfliktami, problemami, uczuciami i niepowtarzalną historią emocjonalną, a wszystko to skondensowane w formie opisu jego przypadku. Opisu sporządzonego przez kogoś, kto jest dla niego, z definicji najbliższy. Sporządzony to znaczy częściowo przetworzony, przefiltrowany, przez jego emocjonalność i przez nią również zabarwiony.
Grupa w trakcie dyskusji , poprzez swoje pytania, uwagi , komentarze, milczenia, fantazje odczucia, skojarzenia i wzajemne interakcje, rzuca szereg świateł na pozostające do tej pory w mroku nieświadomości , zakamarki przestrzeni relacji przeniesieniowo – przeciwprzeniesieniowej. Odtwarza się więc, konstruuje dynamicznie, w przestrzeni dyskusji - nieuchronnie i nieodwołalnie – również specyficzna, wielowymiarowa, emocjonalna relacja – przypominająca pętlę przeniesieniowo – przeciprzeniesieniową.
Charakter i przebieg tej relacji , jest w dużej części nieświadomy dla jej uczestników, ponieważ napędzany jest , stymulowany przez nieświadome czynniki, mechanizmy czy impulsy.
Zasadniczą częścią tej wymiany jest ze zrozumiałych, teraz bardziej, względów
analogiczna do relacji pacjent – terapeuta – relacja – prezentujący terapeuta – słuchająca i reagująca grupa.
Jakość, charakter istotę tej dynamiki najpełniej uchwycić może ( ale bynajmniej nie w wyczerpujący sposób ) komentator – wskazując na ujawniające się w dyskusji obszary szczególnie istotne, lub szczególnie w narzucający się sposób pomijane i nieobecne, lub w specyficzny sposób potraktowane.
Tutaj leży źródło pewnej trudności w postawieniu ścisłych granic pomiędzy tym co można nazwać teoretyczną prezentacją przypadku a sytuacją zawierającą elementy reakcji grupy Balinta i elementy superwizyjnego komentarza.
Myślę , że można powiedzieć , że jednocześnie takich jasnych granic nie ma i że rola komentatora może polegać również na tym aby te elementy w autorski i niepowtarzalny sposób wyważyć.

Rozważania te, odbiegają nieco od głównego obszaru mojego wystąpienia. – ale wydaje mi się, że mogą być pomocne - jako jeszcze jeden głos - w nieustających próbach naszego środowiska do stworzenia forum jak najmniej ocennego i przede wszystkim precyzującego pojęcia i terminy , których używamy.
I być może przemyślenia, którymi pozwoliłem sobie, podzielić się z Państwem , ułatwić mogą ( mam przynajmniej taką nieskromną nadzieję ) rozwój w trudnej sztuce dialogu emocjonalnego. Wymiany myśli , uwzględniającej nieświadomość - a właściwiej będzie powiedzieć wychodzącej z takiego założenia, że przede wszystkim nie wiemy. Bo właśnie i przede wszystkim z tego powodu ( tak mi się przynajmniej wydaje ) my wszyscy, z bardzo, tak zwanych ludzkich i zrozumiałych i przeciwprzeniesieniowych względów mamy tendencje aby zaprzeczać istnieniu nieświadomości.